2.

— Płatki z mlekiem czy mleko z płatkami? 
  Często od moich znajomych dostaję pytanie: co jest fajnego w byciu dziennikarzem? Oczywiście dostrzegam tutaj ukryty przekaz. Nie od dziś i nie od wczoraj ludzie śmieją się, że po studiach humanistycznych pracę można co najwyżej dostać na kasie w biedronce. No cóż, takich mam znajomych, którzy lubią sobie drwić z drugiego człowieka, ale mimo to uwielbiam ich. 
  Czasami jednak ktoś zadaje to pytanie na poważnie. I choć nie potrafię na poczekaniu wymyślić wartościowej odpowiedzi, tu nie mam z tym problemu. W pracy dziennikarza, moim zdaniem, najfajniejsze są wywiady. Ten moment kiedy siedzisz na przeciwko osoby, która chce podzielić się z Tobą ważnymi informacjami, jest niesamowity. Choć też należy rozróżnić wywiad dotyczący spraw bierzących, jak na przykład polityki czy sportu, z wywiadem, gdzie mamy do czynienia z osobą, która przeżyła coś strasznego lub jest postawiona w życiu pod ścianą. Sztuką jest wtedy przeprowadzić naprawdę wartościowy wywiad. 
  Kiedyś usłyszałem od pewnej dziewczyny, że wywiad z kimś takim jest idealnym ćwiczeniem dla młodych, ambitnych dziennikarzy i pisarzy. Jest to też najlepsza nauka odnośnie ludzkich uczuć, bo wtedy widzimy ich ekspansję na naszych oczach. Przeprowadzając taki wywiad, jednocześnie musimy kontrolować swoje emocje i zachowywać powagę, co jest chyba największym wyzwaniem w tej pracy. 
  Dziś właśnie czekał na mnie taki wywiad. Co prawda nie jestem jeszcze zawodowym dziennikarzem, lecz muszę zbierać pierwsze szlify, o ile nie chcę pracować na kasie. Moim rozmówcą miał być chłopak, którego osobiście nie znałem, ale z twarzy kogoś mi przypominał. Usiedliśmy na przeciwko siebie i w jego piwnych oczach ujrzałem  przerażenie.
— To już się nagrywa? — spytał nieśmiało, spoglądając na dyktafon, który leżał na stoliku obok. W jego głosie było coś takiego, że bębenki w moich uszach jeszcze długo drżały, gdy jego usta przestały mówić.
— Tak ale proszę nie zwracać na to uwagi. To nie jest przesłuchanie, tylko zwykła rozmowa. 
  Jego wzrok przeszył mnie na wylot. 
— Kiedyś już byłem na takiej rozmowie — odezwał się, wciąż patrząc na małe urządzenie, służące do nagrywania. — Tylko nie było dyktafonu, a taki pan w mundurze zapisywał wszystko na brzydkiej kartce. 
  Zdziwiło mnie to, że chłopak tak bardzo chciał rozmawiać. Spodziewałem się kogoś zamkniętego w sobie, z którego nic nie da się wyciągnąć mimo wielu prób.
— Opowiesz mi o tym? 
  Chłopak wyprostował się na krześle i ułożył dłonie na swoich udach. Wziął głęboki wdech i w tym momencie zorientowałem się, że ma przygotowana odpowiedź.
— To było w gimnazjum. Miałem strasznie patologiczną klasę. Były w niej typy, które znęcały się nad innymi, słabszymi osobami. Pewnego razu chłopak, na którego mówili Chińczyk, postanowił przetestować moją cierpliwość. 
— Co takiego zrobił? - pytałem, gdyż mój rozmówca zaintrygował mnie już na samym początku swojej opowieści. 
— Początkowo nic takiego. Najpierw zaczęło się od wyzywania mnie słowami, których nie mogę teraz wypowiedzieć. Starałem się to ignorować, by nie potęgować napięcia. Z czasem jednak Chińczyk posuwał się coraz dalej i kradł mi pieniądze, kanapki, zeszyty... aż któregoś dnia zaczął obrażać moich rodziców i postanowiłem się odszczeknąć, lecz był to bardzo zły pomysł... Wtedy pierwszy raz poczułem czyjąś pięść na mojej twarzy.. 
  Lewą ręką zaczął bawić się palcami drugiej. Spuścił głowę na znak, że wszystkie wspomnienia w nim znowu ożyły i próbował się jakoś uspokoić. Widziałem jak emocje nim targają, a mimo to nie mogłem odpowiednio zareagować.
— I co było dalej? — zachęciłem go do dalszej opowieści.
— Wszystko widział jakiś nauczyciel, zadzwonili na policję, obdukcja... wszystko działo się tak szybko, że pamiętam tylko policjanta, który był strasznie niemiły i zapisywał wszystko na obdartej kartce. — głos mu się zawiesił, lecz widziałem, że chce coś jeszcze powiedzieć, dlatego czekałem, aż nadejdzie odpowiednia chwila. — Wszystko to było początkiem moich problemów w gimnazjum...
  Przełknął głośno ślinę. Niemal od razu sięgnął po szklankę wody, która zniknęła w oka mgnieniu. 
— Masz jakieś najgorsze wspomnienie z tamtego okresu? — spróbowałem zaryzykować, bo potrzebowałem jakiegoś mocnego wątku. 
— Miałem takiego kolegę — zaczął opowiadać, wyglądając jednocześnie za okno, za którym rosła ogromna jabłonka. — Mówili na niego wiedźmin i bardzo często jeździliśmy razem autobusem do szkoły. Zresztą chodziliśmy do jednej klasy. I tak w zasadzie bliżej się poznaliśmy... Ale pewnego dnia nasza klasa miała łączony wf z rocznikiem wyżej, gdzie było kilkoro typów ciętych na mnie, którzy uważali mnie za wyrzutka przez to, że byłem na policji i wsypałem ich kolegę. W szatni wszyscy zgromadzili się wokół mnie i każdy chciał się na mnie wyżyć. Jednak nieoczekiwanie z tłumu wyskoczył wiedźmin i kopnął mnie prosto w szczękę. Do dziś mi wypada z jednego zatrzasku... — znów spuścił głowę i tym razem twarz schował w dłoniach. — Po tym wszystkim Wiedźmin powiedział mi, że zrobił to dla zabawy i tak naprawdę nic do mnie nie ma. Rozumiesz?
  Przeraziło mnie to, co powiedział na końcu. Nie potrafiłem znaleźć odpowiednich słów, by opisać, jak bardzo ludzie byli dla niego podli. Zrobić komuś krzywdę dla zabawy to zdecydowanie oznaka, że ktoś ma jakieś zaburzenia psychiczne i jedyne, co można było zrobić, to zamknąć go w psychiatryku. 
— Powiedziałeś o tym komuś? Rodzinie, nauczycielom? 
  Chłopak pokręcił przecząco głową. Chciałem spytać dlaczego, lecz potem uświadomiłem sobie, że to przez strach przed kolejnymi ciosami. 
— Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej —mówił, a ogromna łza spłynęła mu teraz po policzku. — Każdy z nich chciał mi uprzykrzyć życie. Wiesz ile razy przez te trzy lata dostałem? Pięćdziesiąt siedem razy! Za każdym razem liczyłem to, by za kilka lat móc stanąć przed tymi ludźmi i wygarnąć im to wszystko. 
  Pięćdziesiąt siedem razy na przestrzeni trzech lat. Od tamtej chwili nie potrafiłem nawet przez moment nie myśleć o tej liczbie. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że taka niewinna dusza przez taki odcinek czasu przeszła piekło, które po dziś dzień odbija się na jego psychice. Gdy odsłonił twarz, ujrzałem zapłakane oczy, które mówiły: już wystarczy.
— Może zmienimy temat? - zaproponował po chwili, ocierając rękawem policzki. 
— Okej, to w takim razie rozstrzygnijmy raz na zawsze jedną kwestie: płatki z mlekiem czy mleko z płatkami?
  Było to jedno z pytań, które miałem przygotowane właśnie na takie okazje, by rozluźnić nieco atmosferę. Chłopak lekko się uśmiechnął i już nie był taki przygnębiony. 
— Oczywiście, że płatki z mlekiem — odpowiedział energicznie, jakby znów ktoś wlał w niego życie. 
— Dobra odpowiedź! — krzyknąłem. 
  Nastała chwila ciszy, gdyż musiałem przejrzeć swoje notatki. Przed każdym wywiadem spędzam kilka godzin na przygotowaniach, by wszystko poszło gładko podczas nagrywek. Zdobywam tak wiedzę na temat rozmówcy lub też sytuacji, o której będziemy rozmawiać, co w późniejszym czasie pozwala nam bez problemu przeskakiwać między kolejnymi częściami. 
— Wyczytałem, że pierwsze piwo wypiłeś, mając 18 lat. To prawda? — spytałem, szczerzą się przy tym jak głupi.
  Chłopak zaśmiał się. 
— Jedenastego marca dwa tysiące szesnastego roku. Nawet dokładnie pamietam datę. 
— Ale aż tak dokładną? — nie mogłem w to uwierzyć.
— Tak, to były urodziny mojego kolegi z liceum. Poszliśmy do takiego baru, co nazywał się czerwony październik. Nie chciałem zaczynać pić alkoholu, lecz dzień wcześniej dostałem kosza i jakoś tak samo wyszło. 
  Znów zaintrygował mnie takim wtrąceniem. 
— Rozumiem. Pocieszę cię, bo ja też pierwszy raz alkoholu spróbowałem, gdy miałem osiemnaście lat. No nic. Chcesz mi może coś o tym koszu opowiedzieć? 
  Ten jednak przecząco pokręcił głową. 
— Obiecałem sobie już o tym nie mówić, ale chętnie odpowiem na inne pytania. 
  Zerknąłem na kartkę i już wiedziałem, w którą stronę poprowadzić teraz rozmowę. 
— Z czym wiązała się tak długa absencja w piciu alkoholu? Normalnie to nastolatkowie zaczynaja w wieku piętnastu lat albo i wcześniej...
  Uśmiech zniknął z jego twarzy, a pojawiła się zaduma.
— Tak mnie wychowała mama. Zawsze powtarzała, że alkohol to zło i że ja to mam wyjść na ludzi. W sumie jestem jej za to wdzięczny. 
— Alkohol jednak w twojej rodzinie gdzieś tam od czasu do czasu się przewija? 
  Ponownie zaczął bawić się swoimi palcami. Widać było, że po raz kolejny uderzyłem w czuły punkt. 
— Powiem tylko tyle, że nie ma nic gorszego, gdy idziesz o ósmej rano do pokoju taty, by z nim pogadać, a on mówi żebyś mu dał spokój, bo się najebał... Także no.
  Zrobiło mi się go szkoda. Nie potrafiłem zrozumieć tego, że tak niewinna istota przeszła w życiu tak wiele. Mimo, że cały czas starałem się zachować powagę dziennikarską, to teraz miałem ochotę podejść do niego i go przytulić, by dać mu do zrozumienia, że świat nie jest taki okrutny. 
  Po krótkiej przerwie szykowałem się do zadania kolejnego pytania. Już chciałem to zrobić, gdy nagle usłyszałem znajomy głos. 
— Znów rozmawiasz z lustrem?! — krzyknęła jakaś kobieta, otwierając drzwi do łazienki. Była to moja mama, która zrobiła to tak głośno, że prawie spadłem z taboretu.

  Przez dłuższą chwile wpatrywałem się w jej srogą minę. Gdy nie doczekała się reakcji z mojej strony to wyszła. Ewidentnie była w złym humorze. Wzruszyłem więc tylko ramionami i ponownie skierowałem wzrok na lustro, lecz tym razem nie ujrzałem tam swojego odbicia..

Komentarze