3.

  Nie wyobrażam sobie życia bez pomagania innym. Gdy mama zapytała mnie kiedyś: „co Ty Milena robisz ze swoim życiem?" to zgłupiałam. Myślałam wtedy, że życie kręci się wokół imprez, zabawy i alkoholu. Wokół chłopaków, pieniędzy i drogich ciuchów, od których szafa pękała w szwach. Do czasu...
  Pewnego dnia razem z moją ekipą postanowiliśmy wyjść na miasto, aby odreagować cały tydzień. Umówiliśmy się, zreszta jak zwykle, pod bramą Krakowską, skąd wszędzie było nam blisko. Przyszli wszyscy: Karol, Michał, Natalia oraz ja, w najlepszym makijażu, czarnych rajstopach oraz ciemnej spódnicy, która była moją ulubioną. 
-- Dokąd idziemy? — spytał Karol, który był moim chłopakiem. — Może Dom Kultury? 
— A nie lepiej w plener? W końcu zrobiło się  ciepło... — odezwała się Natalia. 
  Nikt nie zabrał głosu, który by się sprzeciwiał, więc wszyscy udaliśmy się w stronę miasteczka akademickiego, gdzie najlepiej jest pić na świeżym powietrzu. 
  Tamten piątkowy wieczór był piękny. Słońce, które powoli chowało się za horyzontem, malowało niebo na pomarańczowo. Grzechem więc było siedzieć w domu i nie korzystać z takich warunków, jakie serwowała matka natura. Po dwudziesto minutowym spacerze znaleźliśmy się przy akademikach, które o tej porze były prawdziwym sercem Lublina. Jeszcze wtedy nie spodziewałam się, że właśnie tam wkrótce będę mieszkać i że rodzice wyślą mnie na studia. 
  Po drodze zaszliśmy do sklepu, by kupić sobie kilka browarów. Strasznie uwielbiałam smak piwa. Następnie przeszliśmy w stronę parku i usiedliśmy na  starych ławkach. Szybko opróżniliśmy to, co udało nam się zakupić i siedzieliśmy tak, będąc w znakomitych humorach. Szczególnie rozweseleni byli panowie, których najwidoczniej alkohol wziął szybciej. 
— Ej, widzicie tego frajera?! — zawołał nagle Michał. Wskazał na czarną postać, która zbliżała się do nich od strony ulicy. 
— Sprawdzimy, czy się boi? — zaproponował Karol. 
  Nikt z nas nie zakładał w tamtej chwili, że niewinna zabawa może skończyć się tak tragicznie. Michał i Karol zaczaili się na niego za drzewem, a gdy chłopak podszedł bliżej, wyskoczyli, chwytając go za głowę i barki. Zdezorientowana ofiara nastolatków próbowała wyrwać się z uścisku. Po kilku sekundach miotania się, Michał dał znak, by go puścić, a chłopak, biorący akurat kolejny zamach, ruszył przed siebie i potykając się o własne nogi, upadł z impetem na kamień. Niemal od razu z jego głowy zaczęła sączyć się krew i... więcej nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Działo się to wszystko bardzo szybko. 
  Kilka dni później okazało się, że chłopak był w naszym wieku. Upadek spowodował u niego porażenie mózgowe, przez co groził mu wózek inwalidzki i to w najlepszym przypadku. Michał i Karol za to trafili do więzienia, a mi i Natalii przydzielono kuratora, który odwiedzał nas do ukończenia dwudziestego roku życia...
   Teraz mam dwadzieścia dwa lata. Nad moim życiem kontrole przejęli rodzice, którzy chcieli bym wyszła na ludzi. Kazali mi zapisać się na prawo, mimo że moim marzeniem zawsze było zostać aktorką. Jednak nie miałam nic do gadania. Wraz z rozpoczęciem studiów postanowiłam także dołączyć do fundacji DKSM, by choć w małym stopniu naprawiać świat, który przez wiele lat zatruwałam swoją osobą.
— Milena, mogę ciebie prosić? — usłyszałam, gdy kończyło się zebranie pracowników fundacji.
— Oczywiście! — odpowiedziałam. 
  Była to moja koordynatorka, Magda, która zaprosiła mnie do swojego biura. Pracowałyśmy razem przy wielu projektach i obie już obdarowałyśmy chorych swoim szpikiem. 
— Co tam u Ciebie Milka? — spytała, siadając przy biurku. Nie lubiałam, jak ktoś tak do mnie mówił, lecz robił to każdy i nie dało się już z tym walczyć. 
— Wszystko w porządku. Rodzice co raz mniej mnie kontrolują. I są dumni z tego, że zostałam dawcą. 
  Na buzi Magdy zagościł słodki uśmiech. 
— Każdy jest z Ciebie dumny. Robimy tutaj wspaniałe rzeczy. I dlatego też dostaniesz poważniejsze zadanie. Niebawem zaczynamy ogólnokrajową akcję, zachęcającą ludzi do oddawania szpiku. Chciałabym, byś została koordynatorką tej akcji w naszym mieście.
  Byłam w szoku. Należałam przecież do fundacji ledwo dwa lata i już dostałam awans na koordynatorkę. Nie mogłam wytrzymać ze szczęścia. Ta fundacja znaczyła dla mnie bardzo wiele i nie wyobrażam sobie teraz życia bez pomagania innym. 
  
  Miałam tydzień na przygotowanie się. Fundacja założyła sobie, by ten dzień urozmaicały różne gry, zabawy i konkursy, za które można by wygrać jakieś nagrody. Jako że należałam też do koła studenckiego u siebie na wydziale, postanowiłam zorganizować stoisko, przy którym studencki mogliby zapisać się do fundacji lub zarejestrować w systemie, by w przyszłości móc zostać dawcą. 
  Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Razem z kilkoma innymi przedstawicielami fundacji zachęcaliśmy przechodzących studentów do przyłączenia się do akcji. Masa chętnych dała mi poczucie, że ludzie nie są tacy źli jak ich malują. Podchodzili, wypytywali się o wszystko, a ich szczere i pełne ciepła uśmiechy napawały nas optymizmem. 
  Mój uśmiech jednak szybko znikł. Pozytywna energia, która od rana buzowała we mnie, uleciała teraz jak powietrze z dętki. Zobaczyłam jego, chłopaka, który od zawsze mi się podobał. Był wysoki, miał kręcone blond włosy i te piękne niebieskie oczy, w które wpatrywałam się prawie zawsze, gdy była do tego okazja. Był moim najlepszym kumplem na roku i myślałam, że mamy się ku sobie i że wreszcie poznałam kogoś, z kim mogłabym spędzić resztę życia.
  I co się okazało? Szedł teraz obok stoiska i nawet na mnie nie spojrzał. Za to przytulał dziewczynę, która była uważana za wyrzutek. Po chwili złapali się za ręce, a ja miałam ochotę wbić długopis, który akurat trzymałam, w ich ciała. 
  Szybko jednak się opanowałam. Wzięłam głęboki wdech i jak najszybciej zajęłam się swoją pracą. Nie mogłam pozwolić na to, by ten widok zniszczył dzisiejszy dzień. Miałam przed sobą spotkania z wieloma wspaniałymi ludźmi, których musiałam zarazić dobrem, a nie złością. 
— Hej, mogę usiąść? — odezwał się nagle aksamitny głos.
  Uniosłam głowę do góry i ujrzałam chłopaka, który wskazywał na miejsce obok mnie. Był tak szalenie przystojny, że zaniemówiłam. 
— Jasne — wymamrotałam po chwili. Nie mogłam oderwać oczu od jego uroczego uśmiechu. Miał długie włosy, które strasznie mu pasowały.
— Postanowiłem się przysiąść, bo kiedyś zostałem dawcą dla mojego brata i chciałem zapisać się do fundacji. Nazywam się Marcel.
  Z każdym wypowiadanym przez niego słowem czułam, że moje nogi robią się miękkie. Jeszcze przed chwilą byłam w rozpaczy, widząc mojego ukochanego z inną, a teraz pragnęłam tylko, by nieznajomy dał mi do siebie jakiś kontakt. 
— Naprawdę podziwiam — odpowiedziałam mu. — Nie trzeba nosić peleryny, by być bohaterem. Jestem Milena, miło mi cię poznać.
  Gadało z nim się cudownie. Na każde pytanie, które mi zadawał, chciałam odpowiadać godzinami. Czas przestał grać role i jedyne, czego pragnęłam to by ta chwila trwała wiecznie. Nawet nie zauważyłam, gdy jego ręka złapała mnie za kolano, które skrywały czarne rajstopy. 
— Jeszcze nie poznałem dziewczyny, z którą by mi się tak dobrze gadało. 
 Czułam, że topię się w środku. Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym. Moja wyobraźnia zaczęła działać, gdy lekkimi ruchami dłoni przesuwał po moim kolanie. Wyglądałam pewnie zabawnie, szczerząc się jak głupi do sera. 
— Masz jakieś plany na wieczór, Marcel? — spytałam, przejmując inicjatywę.
— Jeżeli zgodzisz się na jakiś spacer, piwko, ewentualnie kolację, to będę miał. 
  Jednak nic z rzeczy, które wymienił, nie miały miejsca. Poszliśmy do jego mieszkania. Była to zwykła kawalerka w centrum miasta, nawet całkiem fajnie urządzona. Najbardziej jednak podobała mi się sypialnia, w której stało ogromne łóżko, a ściany pomalowano na niebiesko.  Z boku stał kredens, na którym znajdowały się oprawione w ramki zdjęcia. Jedno przykuło moją uwagę. 
-- Kto to? — spytałam, chcąc wziąć je do ręki. Marcel jednak szybko mi je wyrwał i położył na kredensie. 
— Nic ważnego. Nie będziemy chyba zajmować się jakimś zdjęciem. 
  Objął mnie w tym momencie w pasie i zaczął całować moje usta. Niemal od razu wylądowaliśmy w łóżku. Nigdy wcześniej nie kochałam się z facetem, więc ta chwila była dla mnie wyjątkowa. Czułam się fantastycznie, gdy jego członek znajdował się w moim ciele. Zabawialiśmy się sobą przez pół nocy, po czym położyłam głowę na jego klatce piersiowej i zasnęłam. 
  Gdy obudziłam się następnego dnia, on stał bez koszulki, w dżinsach i patrzył przez okno. Nie wiedziałam jak zareagować i czekałam tylko na jego reakcje. 
— Jak ci się spało? — spytał, nie odwracając głowy od okna. 
  Długo nie musiałam myśleć nad odpowiedzią.
— Było fantastycznie. Nigdy wcześniej nie poznałam takiego faceta jak ty.
  Zapadła cisza. Marcel wyciągnął ręce z kieszeni i podszedł do kredensu. Chwycił za zdjęcie, które wyrwał mi wczoraj z rąk i rzucił je na łóżko. 
— Co robisz?! — zaprotestowałam. Byłam w szoku. Gdyby ramka się zbiła, mogłaby poharatać moje nogi.
— Zaufałaś nieznajomemu. Poszłaś z nim do łóżka. A co jeżeli chciałem cię tylko zapędzić tutaj, by zrobić ci krzywdę? A co jeśli byś się już nigdy nie obudziła?
  Marcel zaczął mnie przerażać. W jego łagodnych oczach do tej pory, teraz pojawił się obłęd, który przechodził powoli w szaleństwo. Dreszcz przeszedł mi po plecach. 
— O czym ty do cholery mówisz? 
— Wiesz jak to ciężko jest, gdy kładziesz się wieczorem spać i nie wiesz, czy rano się obudzisz? Spójrz na zdjęcie! 
  Chwyciłam je. Był tam chłopak, który leżał na szpitalnym łóżku, podpięty do specjalistycznej aparatury. Wyglądał tragicznie.
— To Ty? — spytałam niepewnie. 
  Marcel zbliżył się do łóżka. Chwycił swoje włosy i gwałtownym ruchem pociągnął za nie. Okazało się, że była to peruka, która skrywała kilka pukli włosów oraz ogromną bliznę pooperacyjną. Przystojny chłopak zamienił się w tym momencie w strasznego ogra. 
 — Kim Ty jesteś?! — krzyknęłam, a łzy zaczęły zalewać mi oczy. Odsunęłam się od niego jak najdalej tylko się dało. 
— Pamiętasz noc i chłopaka, któremu chcieliście zrobić psikusa? W tamtej sprawie skazano dwie osoby, tylko dwie. Na ławie oskarżonych zabrakło jednak jeszcze pewnych dziewczyn. 

  Po tych słowach ruszył w moją stronę.

Komentarze

  1. Super. Ale fakt, dziewczyna bardzo naiwna. Jak czytalam myślałam sobie co ona wyprawia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

2.